|
Lekcja 1-6 - zaproszenie – KOMU TYM RAZEM UŚMIECNIE SIĘ FORTUNA?!
Nasz kurs to nie dieta lub kompleks zabiegów. Jest to szansa ZMIENIĆ STYL WASZEGO ŻYCIA, i nasz kurs gwarantuje właśnie taki końcowy rezultat.
Minęło tylko 5 dni, a już odzuliście pewne zmiany w sobie. Możecie kontynuować te zajęcia, tym bardziej, że pierwsze rezultaty już osiągneliście, i jest to bardzo dobrze, a możecie wejść w inną kategorię – w kategorię LUDZI SUKCESU!
Żeby wszystkim i wszystko było zrozumiałe, kilka słów o tym, czym łudzie suksesu różną się od zwykłych ludzi. Chociaż nasz kurs ma mało wspólnego z symoronem, jednak symorońskie „tłumaczałki” bardzo mi się podobają. Dlatego proponuję bez zadnych zmian i uzupełnień taki oto tekst z sajtu "Szczęśliwych czarodziejów". Lepiej powiedzieć trudno, a więc nie warto probować! Pozwoliłem sobie tylko napisać ten tekst innym kolorem.
A więc - CZYTAMY.
"Kim oni są, ne czarodzieje? Czym oni różnią się od nieczarodziejów? Umowimy się od razu: to nie człowiek, który „wie, jak to robić i umie produkować cuda", to nie wyjątkowo drogocenna perła na drzewie genealogicznym, z koncentrowanym eliksirem życia w żyłach, to nie dar, charakter, nie świtopogląd. Nie. I nie filozofia. Czarodziej – to nie jakiś tam wyjątkowy ekzemplarz, absolwent tajnej szkoły ezoterycznej. I już wcale nie kimś tam w coś poświęcony,czy kimś inicjowany. Znowu nie. Wszystkiego tego bardzo mało, żeby nazywać się czarodziejem.
Czarodziej – to raczej stan wewnętrzny.
Co to oznacza? Chyba już sami domyślacie się. Każdy, kto chociażby parę razy w życiu zrobił jakiś cud. Wspominajcie coś takiego z własnego doświadczenia! Trafiało się! Lecz w każdym takim wypadku mózg usłużnie proponował różne „rozsądne” tłumaczenia tego, co się wydarzyło. Dlaczego? Bo nie chce, żebyście uwierzyli w cud! Nie chce, żebyście zwariowali. Bo co on bez was będzie robił? Pódzie do ofisu prosić się na stanowisko komputera? A rjvu on taki potrzebny – mocy mało, szybkość niska, pojęmność pamięci – pożal się Boże... Bez was on nic nie warty! Dlatego stara się biedak ze wszystkich sił: jak tylko wydarza się coś niezwykłego, natychmiast podoiwiada ogólnieprzyjęte rozsądne tłumaczenie. Z reguły naukowo obgruntowane. Nie ma na to rady, tak jest wychowany i nie umie inaczej. A człowiek siedzi i mozolnie wspomina, w jaki sposób odgadł, kto za chwilę zatelefonuje, czy machinalnie odkrył książkę i przeczytał odpowiedź na swoje pytane, jak stało się, że zechciał żeby.... i to się wydarzyło. Zresztą różne dziwa zdarzają się w naszym życiu dość często! Jeżeli wspomnieliście taki własnoręcznie zrobiony cud, a w mądrej główce kręci się jego naukowe obgruntowanie sprobujcie jednak przypomnieć sobie, ten stan wewnętrzny, w którym wtedy znajdowaliście. W takim własnie stanie znajduje się czarodziej!
W tym momencie na pewno odczuwaliście lekkość, swobodny lot myśli, radość. Po prostu bawiliście wtedy. Może nawet odczuwaliście wcześniej nieznaną niezwykłą siłę. Taki właśnie jest stan wewnętrzny czarodzieja. Czy jeszce jedno: kiedy przebywamy w tym stanie, wszystko wokół nas (okoliczności, wydarzenia i nawet przedmioty) zaczyna układać się pomyślnie dla nas, w piękną mozaikę, harmonicznie, z łatwością. Wszystko, co jest nam potrzebne w tej chwili, okazuje się w zasięgu ręki. Telefonuje do nas właśnie ten człowiek, z którym chcieliśmy porozmawiać. Prezentują nam właśnie to, o czym marzyliśmy. Raptem okazuje się, że z trudnej sytuacji jest niespodziwanie proste wyjście, do głowy przychodzą nowe ciekawe idee. Zjawisko to nazywają różnie: natchnenny lot myśli, potok, kuraż, i "oktawa" Norbekova juz gdzieś blisko... Czarodzej – to stan, kiedy... kiedy.... odczuwasz siebie czarodziejem i cieszysz się z tego!
O jajach prostych i złotych. Problemów nie istnieje. W jakim wypadku sytuacja staję się problemem? Wszystko zależy od naszego ogólnego nastawienia do sytuacji, do siebie. Przy właściwym nastawieniu prblem staje się twórczym zadanien, rozwiązywanie którego sprawia nam przyjemność i nawet radość.
Bajka o Kureczce Riabie. Były sobie dziad i baba i była u nich Kureczka Riaba. Zniosła kura ta jajko nie proste jajko lecz złote! Dziadek bił-bił nie rozbił. Baba biła-biła, nie rozbiła. Myszka biegła, ogonkiem machnęła, jajko spadło i rozbiło się. Dziad płacze, baba płacze, a kureczka kwoka: "Nie płacz, Dziad. Nie płacz, Babo! Znosę ja wam inne jajko – nie złote, a zwykłe!"
O czym ta bajka? Dziad i Baba – zwykłe ludzie, takich większość. Kura – to taki sobie trawmujący psychikę agent! Ona im problem zniosła, nie prosty, a złoty. Nie ważne jest, w jakiej postaci wysttępuję taki agent w realności – ważne jest, że on „znosi” nam problem. Dziad i Baba poczynają pozorować jego rozwiązanie.... a w gruncie rzeczy.... I nic w tym dziwnego! Po co człowieku ze zdrowym głuzdem rozbijać złote jajko?! Przecież ono złote! Dziadu i Babie złote jajko jest bardzo drogie i dlaczegoś potrzebne, i płaczą oni nie dlatego, że nic z tego rozbijania, a dlatego, iż nie wiedzą, co z tym szczęściem począć. Złote jajko – to nasz ukochany problem, który nawet usiłujemy rozwiązać, a w rzeczywistiści jest on nam bardzo drogi i wprost niezbędny dla psychologicznego komfortu. Po co? Na wszelki wypadek! Żeby rfżdy raz, kiedy przyjdzie na to ochota, pod ręką był powód popłakać nad sobą, pobidolić o ciężkim losie. A Myszka –to taki sobie okropny psychołog-realista, czy mądry przyjaciel, który długo i uważnie słucha nasze biadolenia, potem mówi: "Aha!!!" – i z radosnym wyglądem i jajko nam rozbija. I co dalej? Jasne, że oni płaczą. Ukochany problem uświerkł, pora coś robić naprawdę – podejmować decyzję brać na siebie odpowiedzialność za jej skutki itd... I zniosła Kurka drugie jajko, tym razem proste - realny problem, realne rozwiązanie którego już nie da się pozorować. To znaczy, że stoi przed nami twórcze zadanie. Ważne jest, żeby nasze kury znosiły nam tylko zwykłe jajka, które możemy z wielką przyjemnością skonsumować, a nie złote które bezskutecznie usiłujemy rozbić, i nic z tego. Inaczej mówiąc, żeby nasze problemy były praktyczne, konstruktywne, a ich rozwiązanie przynosiło nam jakiś pożytek. Żeby rozwiązywanie takich problemów było dla nas przyjmnością, oznaczało dalszy postęp w rozwoju naszej osobowości.
Złote jajko – to taki sobie problem – to taki sobie problem-błoto, pokonując które, tylko marnujemy czas i siły, energię życiową, umiętności, a w gruncie rzeczy pozostajemy na miejscu. Ciekawe jest, że człowiek postronny, niezainteresowany, np. Myszka, z jednakową lekkością rozbija oba jajka! Warto o tym pamiętać.
A teraz przedstawie Państwu pewny model. Postaram się zrobić to bardzo krótko i rzeczowo. Przypuszczam, że tenobraz może wydać się zbyt agresywnym czy prymitywnym, lecz zapewniam,że nikogo ni zamirzam obrażać. Zwracając się do Państwa, w pewnym sensie mam na myśli i samego siebie. Piszę o własnym doświadczeniu, ponieważ od pewnego czasu siedzę w tym problemie dość głeboko. Bardzo chcę i postaram się być dobrze rozumianym. Jest to wykład mych myśli bez żadnej pretensji naartystyczne walory tekstu, więc przepraszam, jeśli komuś coś nie spodoba się!
Problem stoi na trzech wielorybach. Trzy weloryby, to: Strach, Niska Samoocena i Leń. Jak tylko wynika jakiś problem, przebudza się w nas strach. Nasza wyobraźnia zaczyna malować najokropniejsze dla nas warianty dalszego ciągu wydarzeń. Powiedźmy, wymówka od naczelnika. W głowie natychmiast snują się czarne myśli: nie zadowolony – więc nie ceni– wyrzuci z pracy – pozostanę bez pienędzy – na co utrzymywać rodzinkę? I coraz głębiej pogrążamy się w to piekło, które sami sobie stworzyliśmy. Dalej przed nami dwa warianty postępowania. Pierwszy: nic nie jestem warty, nic u mnie nie wychodzi – samoocena pada poniżej zera. Drugi: naczelnik - łajdak, kolegi – te jeszcze nicponie, nikt mnie nierozumie, nikt nie ceni, nie lubi, OOOO!!! Biedny jestem, nieszczęsny! No cóż, można i tak o sobie – to też samoocena, choć i przewrocona z nóg na głowę. Obawa, strach, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej, niska samoocena, płakanie nad sobą – wszystko to jest ciasno powiązane między sobą. Boimy się, że sytuacja stanie jeszcze podlejsza, bo nie mame pewności, że damy sobie z nią radę. Z tegoż powodu tak lubimy żałować siebie – a co jeszce pozostaje człowieku, który nie ma żadnego wpływu na swoje życie, swój los? Człowiek jest biedny, bezradny, ubogi (przynajmniej tak o sobie myślimy) – stąd strach przed życiem. A nen strach robi jego jeszcze i mizernym. Dlatego właśnie, że samoocena jest niska...
I tak w kółko. W rezultacie mamy mocno spląntany kłębek wzajemnych powiązań. I wszystko to rośnie z jednego korzenia. Inaczej mówiąc, nie chctmy brać na siebie odpowiedzialność za własne życie, nie chcemy pryznać, ze wszystko, co dzieje się z nami i wokół nas stworzyliśmy własnoręcznie (swoim zachowaniem,postępowaniem, wyborem w każdej konkretnej życiowej sytuacji). Nie warto gniewnie protestować!. Taka reakcja nie ma w sobie nic rozsądnego! Jeśli jednak pożegnanie z ukochanymi problemami okaże się zajęciem małoprzyjemnym i zbyt uciążliwym, wyrzucie z głowy wszystko, o czym tu rozprawiamy.
Cłowiek sam pisze scenariusz własnego życia. W pewnym sensie każdy człowiek jest Autorem. Tylko odmawia się od swego autorstwa, ponieważ boi się odpowiedzialności. Oprócz tego lenistwo, b, żeby oś zmienić w swym życiu trzeba coś zrobić, a nie chce się! Każdy z nas nieraz czytał lub słysał o różnych metodach, z pomocą których można załatwiać swoje problemy. Nam proponują cudowne gimnastyki, ogromnej siły modlitwy, wizualizacje i medytacje, różnorodne praktyki i systemy. Przekonuję was, że każdy wie i umie znacznie węcej, aniżeli trzeba, żeby przemienić swoje życie w rajski ogródek! Mimo to większość ludzi uwielbia roztrząsać swoje problemy, stwarzając sobie przy tym coraz to nowe.
Lecz dlaczego??? Dlatego że jedna sprawa umieć, a zupełnie inna - działać! Znamy odpowiednie „czarodziejskie” słowa, lecz w odpowiednich sytuacjach zapominamy je powtarzać, możemy praktykować gimnastyki, lecz lenimy się... Tlumaczymy się na różne sposoby, żeby w kolejny raz popłakac nad sobą, i tak w kółko... A ukochane problemy pozostają z nami. Jeżeli jestem taki rozumny, to dlaczego jestem naki biedny? I chory? A dlatego że oprócz rozumu niezbędna jest chęć działania. A przecież nie chce się!
Lenistwo! Jakie ono chytre! Jakie podstępne! Bierze człowieka pod białe rączki i szepcząc na uszko miłe przyjemne słówka, prowadzi dokąd chce, czasem aż do nikąd, a człowiek tego nawet nie zauważa. A jak się maskuje! To w postaci zapomnialstwa nawiedza człowieka, to w postaci troski – „Dzień był zwariowany, odpocznij sobie!” To przeszkadza skupić się – zecnciał człowiek sobie pomedytować, a tu nagle jakiś szum! A parę minut temu było cicho! Cholera, jak ono głosno szumi! Nie daje skoncentrować się! O, znów cicho! A teraz woda kapię. Kranik ktoś odkrył. A teraz pić zachciało się... I wygląda to wszystko bardzo naturalnie! My nawet nie zdajemy sobie sprawy, że w gruncie rzeczy po prostu lenimy się zebrać siebie do kupy i... zrobić wreszcie coś konkretnego. A jak ono? Lenistwo, lubi okazywać nam sojuszniczą pomoc! O tak, chciałem to zrobić, lecz dzień był trudny jestem zmęczony, psia pogoda, podły nastrój, ciasne buty – zawsze znajdzie się jakaś przyczyna, którf pomaga nam odłożyć na jutro to, co moglibyśmy zrobić dziś. No cóż, prawo wybory istnieje zawsze i dla wszystkich...
Jeśli rozerwaliście to błędne koło – znaczy zrobiliście swoj wybor, idźmy dalej. Wybraliście ŻYCIE! Jeśli jednak mimo wszystko postanowiliście nic nie zmieniać w swoim życiu i nadal się męczyć, to znaczy pozostawać biednym, chorym i nidoługim – wasze prawo!a teraz będziemy się bawić. Bawić się! I, bawiąc się, wszystko to rozplątamy”. * * *
W tym miejscu tekst urywa się, a my z wami, kolego, pójdziemy dalej, jeśli Pan (czy Pani) naprawdę chce pozbawić się swych problemów.
CIESZCIE
Na tym pierwsza lekcja może być dla was zakończona. Jeśli jednak zechcecie pójść dalej, *
WAS CZEKAJĄ NOWE CIEKAWE RADOSNE ODKRYCIA!!!
Powodzenia!
Do spotkania na drugiej lekcji.
Pozostaję z szacunkiem, Zawsze Wasz Yurij Kijkow
*P.S. No, a jeśli z jakiejś przyczyny nie jesteście gotowe ku temu, - nawał zajęc, brak czasu itd., możecie czytać już otrzymane części pierwszej lekcji i wykonywać rekomendacje,które tam znajdują się. I pamiętajcie o "związku odwrotnym"! Każdy człowiek jest unikalny, dlatego tylko w trakcie korespondencij, Diałogu, wy dostaniecie właśnie to, czego potrrzebujecie.
Podaję jeszcze jeden sposób pozbawiać się zbytnich kilogramów wagi, zlikwidować nieprzyjemne odczucia po objadaniu się lub stresie. Nazywa się to „PSI ODDECH” czyli „krok-wydech”. Technika zrozumiała jest nawet z nazwy:-)) Na każdy krok robimy wydech brzuchem. O wdechu nie ma co martwić – samo przez się wdechnie się jak trzeba!
Stosując taki właśnie oddech po drodze do pracy lub do domu, dodatkowo spalicie niemało tłuszczu w pasie, a znaczy spadnie brzuszek!
EnJoy!!!
E-mail:
ozpp@iol.cz
|