C
ZAROWNY POWRÓT

 BYŁEJ WYSMUKŁOŚCI

Lekcja 1.2 – ciąg dalszy – uczymy się cieszyć się  sobą

 

Pierwsza część naszej pierwszej lekcji raczej przypominała „tłumaczałki”. Rzecz w tym jednak, że przyjąć tłumaczałki na serio mogą tylko 2% naszej aktywnej świadomości.

No a my z wami musimy zrobić odwrotnie – UDAĆ że wierzymy tłumaczałkom.

Pytanie główne – jak.

 

Prypomnijmy sobie swoje majteczkowe dzieciństwo. Przypomnijmy jak lubiliśmy pomarzyć, całkiem realnie wyobrażając siebie to królewiczem z bajki, to odważnym kapitanem czy nawet Popieluszką.

Innymi słowami na tym etapie sięgamy po wyobraźnie. Bardzo dobrze pomagają w tym wspomnienia o starych dobrych filmach animacyjnych, a raczej muzyka z nich – melodie, piosenki, w rytmie których fajnie się maszeruje.

Chociażby szarmanckiego leniwego Żółwia, który uczy swego małego pryjaciela śpiewać piosenkę o tym jak cudownie jest leżeć na piaseczku i patrzeć na słoneczko.                                                                                                    

Ważna jest tylko melodia, rytm, a tekst musi być przysposobiony do naszej sytuacji. Składamy taką sobie dziecinną rymowankę i śpiewamy ją maszerując.

 

Autor nie jest poetą jednak ośmiela się zaproponować pierwszy z rzędu wariant:

 

Maszerujemy teraz,

Chcemy talię w sam raz,

Biodra też, nóżki też –

Czeka już modna odzież!

 

Po co nam ta marszowa rymowanka?

A dlatego że ważną częścią naszego kursu jest spacer. I nie prosty spacer, a SPECJALNY. Ze znaczeniem. To znaczy robimy nad sobą wysiłek, żegnamy się na parę kwadransów z ulubionym fotelem i codziennie wybieramy się na przechadzkę. Dla początku na całe 10 minut, z których pięć na drogę powrótną. I przez cały ten czas (dziesięć minut) nie przestajemy uśmiechać się. Nic łatwiejszego, prawda?!

 

A efekt zaś wstrząsający! Nigzie nie śpieszymy się! Po prostu sobie idziemy, zaczynamy naszą pieśń bojową. Z czasem wniesiemy w nią nowe akcenty i będzie ona tym dłużej im mocniej będzie nasza wiara w siebie.

Po drodze nie zapomnijmy zauważyć że już zakwitła magnolia, przepraszam, akacja, czy może w otaczającem nas krajobrazie zaszły inne przyjemne zmiany. Szukamy wszystkie pozytywne zmiany które przez naszą zabieganość wcześniej nie rzucały się nam w oczy.

Tym, komu akurat w tej chwili nie do śpiewania, proponuję inny, choć i nie muzyczny lecz nie mniej zabawny i jeszcze bardziej efektywny sposób.
 

W trakcie naszego spacerku wyobrażamy sobie że na talii, tej samej, na której nam tak zależy, mamy obręcz (hula-hoop), ale taki ciasny, że obracając go, pomagamy sobie ręką. Głośnie posapując z wielkiego wysiłku, jednocześnie tonem troskliwego trenera sportowego namawiamy siebie: „Małgosiu,  złotko, nie morduj się, rzuć te kółko, nie psuj sobie figurkę!”
 

Jeżeli przy tym odczuwamy że zaczynamy dusić się od śmiechu, nie boimy śię zerwać boki.  Będzie to właśnie ten efekt, który jest nam potrebny.

Po powrocie do domu rozpoczniemy jeszce jeden czarowny rytuał. Nazywa się on oblewaniem. Wodą, z wiadra! Nie zwykłą wodą lecz wodą czarowną.

 

A więc recepta przygotowania tej niezwykłej wody wygłąda tak.

Dla przygotowania czarownej wody niezbędne naczynie czarowne. Przyda się jest każde, z którego zręcznie będzie nam pić i wylewać. Po prostu Z TEJ OKAZJI NAZYWAMY go czarownym. Można przywiązać kolorowe wstążeczki, można też przylepić papierek z odpowiednim napisem i barwnym rysunkiem, lub coś innego co pryjdzie nam do głowy.

Potem wypełniamy go wodą. Można wprost z wodociągu, można mineralną lub jakąś inną przydatną do picia. Ważne jest że robimy to wszystko mając na myśli określony sens tych czynności, no i oczywiście bawimy się przy tym znakomicie!

A teraz uwaga, bo żarty skończyły i zaczyna się naprawdę magiczny rytuał.

Wszyscy słyszeliśmy że oświęcona w kościole woda długo pozostaje świeżą. Jak również słyszeliśmy że są ludzie którzy mogą leczyć rękami. No a teraz wykorzystamy tą informację w kontekscie naszych problemów.

 Rzecz w tym że KAŻDA nasza dłoń wypromienia ODPOWIEDNIĄ energię. Dla ułatwienia eksperymentu przyjmujemy że z prawej idzie plus, z lewej zaś minus.

 

No a teraz energicznie pociramy ręce aż staną się wyraźnie ciepłe. Zegnute w łokciach ręce podejmujemy przed sobą, trzymając ręce tak, niby chcemy złapać piłkę (dłonie patrzą jedna na drugą, palce już obejmują coś okrągłego) i zaczynamy je powolutku zbliżać. Bliżej-dalej, bliżej-dalej itd. W pewnej chwili naprawdę odzcujemy między naszymi dłoniami taką sobie sprzężystą kulkę. Jeśli nic nie odczuwamy, jeszce raz pocieramy dłonie.

Zadanie jest bardzo proste – odczuć między dłoniami wyrażne ciepło lub coś w tym rodzaju.

 

Udało się?

 

Cudownie. Teraz nasza prawa dłoń jest źródłem energii pozytywnej, z pomocą której zwykłą wodę przemieniamy w czarowną. To znaczy stawimy butelkę (moim domowym naczyniem „czarownym” jest zwyczajna butelka plastykowa) na prawą dłoń, przytrzymując palcami lewej. I trzymamy w taki sposób przez parę minut. Możemy uzupełnić nasz rytuał taką sobie magiczną rymowanką, którą wymyśliliśmy dla tej właśnie okaji. A więc trzymamy butelkę i cicho deklamujemy:

„Wodę czarowną w butelce tej mam, na prawej dłoni butelkę trzymam. Woda czarowna mnie bardzo przyda się, powrócić wysmukłość już wkótce uda się”.

 

Zdaję sobie sprawę, że jest to prawie nie do wiary, lecz jeżeli zrobiliśmy wszystko jak trzeba, woda naprawde staje się inną, nabywa nowych właściwości. Nasza czarowna woda nabiera zupełnie innego smaku, zmieniają się również inne parametry. Jeśli zamrozić kropelki takiej wody, a potem popatrzeć na nią prez mikroskop, to zobaczymy dziwną rzecz: krzystaliki wody „czarownej” wyglądają jak bardzo piękne  śnieżynki, wtedy jak zwyczajna woda zamrożona jest amorficzna.

 

„Czarowna” woda pomaga przede wszystkim temu, kto ją taką zrobił. Jeśli chcemy żeby te nowe właściwości pracowali na jakiegoś bliskiego dla nas człowieka, to wykonujemy nasz „rytuał”, myśląc o tym właśnie cłowieku i pod odpowiednio inną „magiczną” rymowankę.

 

Wspomnijmy że woda to taka dziwna substancja, która jest, jak twierdzą ludie uczone, strukturą energo-infomacyjną. Woda pamięta wszystkie słowa, z którymi zwracamy się do niej.

 

Stąd właśnie i wynika magia kuchenna, kiedy człowiek który umie i lubi gotować, z kilku prostych komponentów może stworzyć prawdziwy szedewr sztuki kulinarnej. I odwrotnie, człowiek, który zajmuje się kucnią, przebywając przy tym w złych humorachswym wytworem może nawet otruć konsumentów. Sam też dostanie za swoje, tylko później.

 

A więc zawse pamiętamy że:
 

ZAJMUJEMY SIĘ KUCHNIĄ TYLKO Z NATCHNIENIEM
 I W DOBRYM HUMORZE!

 

Powiedziłbym nawet że z MIŁOŚCIĄ.

Do każdej strawy i napoju wlewamy kilka kropelęk naszej „czarownej” wody, skoro już mamy ją pod ręką.

Ważne uzupełnienie:

 

Nigdy nie mówimy źle o tym, co jedzimy,
 i nie jedzimy to, o czym mówimy żle .

 

Między innymi, kiedy trzymamy butelkę na lewej dłoni, to woda nabiera właściwości „martwej” to znaczy staje się aseptyczną (dobrze jest płukać nią gardło).  Oto wam i motywy bajkowe... W każdej bajce jest cząsteczka prawdy.

 

Idziemy dalej. A więc i my teraz już mamy czarowną wodę dla właściwego użytku. I możemy przystępować do czarownego oblewania. 

 

Na wselki wypadek przypomnijmy sobie kolejność: wróciliśmy ze SPECJALNEGO spaceru, prygotowaliśmy czarowne naczynie (wiadro czy miska), teraz wypełniamy go wodą (5-6 litrów, żeby nie było nam zbyt ciężko). Dolewamy półszklanki czarownej wody z butelki. Starannie mieszamy i... z ogomną radością wylewamy na siebie.  

 

Samo prez się rozumie się że już stoimy w wannie w odpowiednim dla tej procedury wyglądzie.  Aha, prawie zapomniałem – temperatura wody musi być komfortową!  Ktoś lubi bardziej ciepłą, ktoś – bardziej zimną. Sprawa gustu. 

Jeśli będziemy oblewać się codzinnie, to już po tygoniu ze zdziwieniem zauważymy że stan naszej cery znacznie polepsza się.

 

Jakiej cery?.. O czym ten człowik mówi mówi?!..  Przecież chodzi nam przede wszystkim O TALIĘ!!! 

 

Owszem, o talię. Lecz cym właśnie jest talia? Jasne że częścią ciała. No a co jest NAJWIĘKSZYM ORGANEM samego ciała? Oczywiście CERA. A więc jeśli sprawimy jej przyjemność, to już niezadługo ona, nasza cera, odwdzięczy się stokrotnie. My też dostajemy pry tym swoją cząstkę radości: odświeżający pryśnic po spacerku – nieżle, prawda?   No i cieszmy się!

 

No a teraz znów przyszedł kolej na nasz dzienniczek.

 

A więc uczymy się uważać na siebie.

 

Pamiętamy chyba,  OD WCZORAJ prowadzimy dzienniczek, który ZAWSZE jst pod ręką i każdy raz kiedy przychodzi do nas ochota coś skonsumować, wpisujemy w ten notesik PRZYCZYNY, które nas do tego skłaniają (ładnie wygląda to ciasteczko, cudownie pachnie ten kawałek kiełbaski, po prostu chcę się jeść etc.). Jak uczą mądre yogi: „Wszystko co nie woda, to jadło”. A więc wpisujemy w notesik każdy łyk napojów.

 

Ważna uwaga:  NAJPIERW NOTESIK, a już potem kuszące ciastko.

 

Co to nam daje? Po pierwsze, wieczorem każdego dnia mamy pełny rejestr skonsumowanego i przycyn każdej trapezy, jak wielkiej tak i małej. I kiedy po kilku dniach przyjdzie czas na drugie zadanie, już nauczymy sie oddzilać ziarno od plewy, a owiec od kozłów :-))

 

To znaczy, nauczymy się zwraczć uwagę na WMOTYWOWANE zachcianki naszego wspaniałego ciała. Jak to się mówi u nas w Szkole – uczcie się rozpoznawać, keidy prosi Dusza, a kiedy tusza!

 

  Przypomnienie.

Dlacego najczęściej coś zjadamy:

 

1. Rzecywiście chce mi się jeśc czy pić (co naprawdę bardzo rzadko zdarza się).

2. Koniecznie muszę zjeść ten smakołyk!

3. Żeby nie myśleć o czymś niepryjemnym  (bardzo często to bywa, szczególnie u pań).

4. Racej machinalnie (precodzimy mimo talerzyka z herbatniczkami).

5. Dotrzymujemy kompanię (wszystka rodinka już usiadła do stołu).

6. Popatrzyliśmy na zegarek - przyszła pora coś zjeść. Wojna wojną, obiad obiadem!

 

Są to najbardziej typowe przyczyny. Jeśli mamy jakieś swoe, wożemy kontynuować te przeliczenie.

 

Jeszce bardziej WAŻNA UWAGA. Jak na razie jednak ŻADNYCH  OGRANICZEŃ! Po prosstu prez kilka pierwszych dni przygotowujemmy się do tego co nastąpi, wyobrażamy sobie jak fajnie będziemy wyglądаć, radosnie ale i z niewielkim strachem myślimy o następnej lekcji, w której wreście będą zaproponowane jakieś drakońskie warunki i metody.

 

Będą,  będą, na wszystko swój czas. Wszystko będzie. A jak myśleliście?

Piękność wymaga ofiary... Dowcip ozywiście!!!

 

Piękność NIC NIE WYMAGA!!!

 

Nie bojcie się zmieniac,

nie bojcie się zmieniać swoje życie!

 

Jeżeli są pytania do mniie – CZEKAM! Jak równiez i na ciąg dalszy naszego diałogu.

 

Powodzenia!

 

Pozostaję z szacunkiem

Zawsze wasz
 

Yurij Kijkow

 Lesson 3 >>>

 E-mail:  ozpp@iol.cz

 


 
Рейтинг SunHome.ru     Rambler's Top100