|
LEKCJA 1.1 – UCZYMY SIĘ UWAŻAĆ NA SIEBIE
Witam!
Porozważamy razem, co jednoczy wszystkie znane metody odchudzania się. Moim zdaniem tylko jedno - kompleks codziennie uprawianych zabiegów wycelowanych na osiągnięcie konkretnych wyników.
Co to daje? Teoretycznie – akurat to, obiecuje ta czy inna metoda zwalczania nadwagi. Owszem, jak na razie osięgamy jakiś tymczasowy efekt, lecz niestety potem wszystko wraca się do stanu pierwotnego. Dlaczego? A dlatego, że to z czym walcymy, karmi się energią naszej walki. I prawidłowość ta sprawdza się nie tylko w walce o talię, lecz i we wszystkich bez wyątku sytuacjach życiowych.
I co dalej? Zrezygnować wymarzonego celu?
Wcale. Po prostu w tym wypadku musimy postarać się wycelować ostrze naszego ataku w innym kierunku. Wykonać taki sobie manewr flankowy. To znaczy postawić przed sobą cel bardziej ogólny, oddalony, dążąc do którego osiągniemy po drodze i cele mniejsze, które są skłnaszego problemu głównego.
Co wspaniale zademonsrowała autorka oryginalnej metodyki symorońskiej Lissi Mussa. Ona powidziała że celem tej metody jest nie zmiejszenie wagi ciała a zmnijszenie iłości centymetrów w głównych parametrach (talia i biodra). A żeby i ten cel pozostał zawoalowany, przydały się spodnie, mrucząnce niczym uszczęśliwiony kot i na całych 6 rozmiarów mniejsze. Innymi słowami wszystkim paniom-uczęsnicam było zaproponowane pierwsze zadanie: organizować sobie wycieczkę po sklepach, w trakcie której wybrać i kupić ładne-przeładne spodnie lecz o SZEŚĆ!!! rozmiarów mniejsze aniżeli aktualne.
Dalej, w trakcie zajęć należy codziennie rozmawiać z tymi spodniami, namawiać je do cierpliwości i obiecywać że już wkrótce i to koniecznie wyjdą w „wielki świat”. I to „wkrótce” musi być określone zupełnie konkretnie!
Proponowany prze ze mnie okres – 3!!! tygodnie, w ciągu których wasze parametry problemowe wprost zobowiązane są zmniejszyć się centymetrów na dziesięć każdy.
Spodziewam się zadanie jest zrozumiałe?
1.Wypatrzeć i KUPIĆ sobie mruczące spodnie na 2-3-4 pozmiary mniejsze!
2.Umowić się, z nimi, że wyjdą w „wielki świat ” przez TRZY tygodnie!!!
Już tylko to jedno pozwoli przez kilka pierwszych dni pozbawić się pary-trójki kilogramów bez żadnych dodatkowych wysiłków.
Ale... Wesołe Czarowniki niie byłi by sobą proponując tylko ten jeden rytuał. A więc zaproponowali jeszcze jeden. Nieskomplikowany jak grabie i efektywny jak czołg. Właśnie o tej drugiej części metodyki mówi się w nagłówku naszej lekcji.
A więc uczymy się uważać na siebie.
W tym celu bierzemy taki sobie niewiellki notesik, który ZAWSZE będzie pod ręką i każdy raz kiedy przychodzi do nas ochota coś skonsumować, wpisujemy w ten notesik PRZYCZYNY, które nas do tego skłaniają (ładnie wygląda to ciasteczko, cudownie pachnie ten kawałek kiełbaski, po prostu chcę się jeść etc.). Jak uczą mądre yogi: „Wszystko co nie woda, to jadło”. A więc wpisujemy w notesik każdy łyk napojów.
Ważna uwaga: najpierw notesik, a już potem kuszące ciastko.
Co to nam daje? Po pierwsze, wieczorem każdego dnia mamy pełny rejestr skonsumowanego i przycyn każdej trapezy, jak wielkiej tak i małej. I kiedy po kilku dniach przyjdzie czas na drugie zadanie, już nauczymy sie oddzilać ziarno od plewy, a owiec od kozłów :-))
To znaczy, nauczymy się zwraczć uwagę na wmotywowane zachcianki naszego wspaniałego ciała. Jak to się mówi u nas w Szkole – uczcie się rozpoznawać, keidy prosi Dusza, a kiedy tusza!
Rčsumč.
1. Obmierzamy się w pasie i wpisujmy w nasz notesik. Data, iłość centymetrów.
2. Wyrzucamy z domu wagę (ofiarujemy przyjacielom, którzy jak na razie zielonego pojęcia nie mają o naszym kursie :-)
3. Motywujemy siebie na zmniejszenie parametrów w talii i biodrach. Stymuł dla pań - wcisnąć się w ładne-przeładne spodnie, dla panów – komplet plażowy (kąpielówki lub krótkie spodenki i obcisłą kosulkę). I wyznaczamy sobie okres - 3 tygodnie ani jednego dnia więcej!!!
4. Bierzemy notesik i notujemy w naszym dzienniczku przyjęcie KAŻDEGO jedzenia, nawet jeśli to był zgryziony na biegu sucharek. (Notujemy oczywiście PRZYCYNĘ, która nas do tego skłoniła!) Przed snem sięgamy po dzienniczek i analizujemy nasz dzień konsumpcyjny.
5. Kiedy otrzymamy Lekcję № 2, a nastąpi to po tygodniu od początku zajęć, jeszcze raz obmierzamy talię i... nie możemy ukryć RADOSNEGO ZDZIWIENIA!
6. Wszystkie te czynności uprawiamy w wielkiej tajemnicy od innych!!! Bo nawet najmniejszy cień ironii lub nidowierzania zprowadzi na nic wszystkie nase wysiłki.
Jeśli, powiedźmy, ktoś zobaczył że coś tam notujemy w naszym dzienniczku, natychmiast wymyslamy jakąś prawdopodobną bzdurę.
* * * Oczywiscie samymi tylko symorońśkimi metodykami bezpowrótnego, że tak powiem, powrotu byłej talii nie osiągniemy. O tym właśnie tam również mówi sie, jeśli czytaliśmy dość uważnie.
Dlatego wlasnie „mruczące niby kot ładne-przeładne spodnie”, o których mówiło sie wyżej, to nie jedyny, a raczej główny stymuł motywacyjny. Oprócz niego „Technołogia Sukcesu” proponuje kompleks innych, a także określa cały szereg punktów kontrolnych, przechodzenie których jednego za drugim gwarantuje nam szcześliwe powrócenie byłej talii i TO JUŻ NA ZAWSZE.
Nie bojcie się zmieniać,nie bojcie się zmieniać swoje życie!
Jeżeli są pytania do mniie – CZEKAM! Jak równiez i na ciąg dalszy naszego diaogu.
Powodzenia!
Pozostaję z szacunkiem Zawsze wasz
Yurij Kijkow
P.S. Pare słów o wiarę. W tym czy innym stopniu wszyscy jesteśmy materilistami z wyjątkiem oczywiście symoronistów :-)) dlatego nie każdy człowiek gotów jest uwierzyć w cud i nie warto chyba wmawiać sobie, że jesteśmy głęboko prekonani w cudowności proponowanej metody. W tym wypadku tylko 2% naszej aktywnej świadomości wierzą w to, a 98% ironicznie przy tym podśmiewa się.
Trzeba UDAĆ, że wierzymy w tą metodę. Wtedy nasz bilans wygląda odwrotnie – 2% podśmiewa się, a 98% podświadomości z entuzjazmem pracują na sukces.
Enjoy! E-mail: ozpp@iol.cz
|